Dlaczego się nie oburzam na Oburzonych, lecz na oburzonych Oburzonymi.

Portal Gazeta.pl opublikował minimalne kilka (trzy) listów czytelników, którzy dają wyraz swojemu oburzeniu oburzeniem Oburzonych. Nie chcę tutaj stawać w obronie Oburzonych, nie chcę też uzasadniać mojego żywo żywionego przekonania, iż część z ich postulatów będzie musiała w najbliższej przyszłości zostać zrealizowana, żeby system kapitalistyczny się nie rozpadł. Słowem, jako tzw. „lewak” podzielam ich krytykę obecnego porządku, jako tzw. „reformista” odnajduję nadzieję na reformę w politycznej odpowiedzi na kryzys. Nie o tym jednak chciałem, lecz o czymś innym.

W społeczeństwie polskim rozpowszechniony jest pewien typ świadomości społeczno-politycznej, który jest niczym innym jak amalgamatem specyficznie pojmowanego indywidualizmu (w rozumieniu Tocquevillowskim jako egoizmu i prywatyzmu), braku społecznej wyobraźni i związaną z tym akceptacją status quo. Dodać do tego trzeba rzecz jasna właściwy dla wszystkich mędrków protekcjonalizm, nieskrywaną potrzebę manifestowania swojego sukcesu oraz domorosłą psychologię zaangażowaną w „krytykę”.

I tak na przykład Anna oznajmia na niemalże na samym początku: „Mam 25 lat. Zarabiam 10 tys. zł brutto w międzynarodowej korporacji”. Wyznanie to uprawomocnić ma postawioną na samym początku jej listu tezę: „Od dawna przyglądam się wszystkim oburzonym absolwentom, którzy za pieniądze mamusi robią tysiące fakultetów, jednocześnie płacząc, że nie mają perspektyw na rynku pracy. Dla mnie jęki Oburzonych to esencja roszczeniowej postawy wobec życia i kultywowanie postawy  >wiecznego dziecka<.” Rzecz pierwsza, jak rzuca się w oczy, to skłonność do przedziwnej gigantomanii. Oburzeni absolwenci nie studiują (choć jako absolwenci raczej studiowali) po prostu na kilku fakultetach, lecz od razu na tysiącach (później okaże się, że wraz z autorką politologię miało skończyć aż 1500 osób – nie wiemy, czy w skali kraju, roku, uniwersytetu, ale bez wątpienia 1500 wygląda efektowniej niż 150. Złośliwi mogliby podejrzewać, że autorka zarabia swoje 10 tys. brutto w takim samym metaforycznym sensie, jak oburzeni absolwenci studiują na tysiącach fakultetów, ale nie ma powodów, żeby jej deklaracji nie brać w dosłownym znaczeniu). Rzecz inna, to dyskredytacja na poziomie języka. Owi oburzeni absolwenci studiują za pieniądze „mamusi”, płaczą, jęczą, nic dziwnego że są wiecznymi dziećmi, charakteryzującymi się roszczeniowymi postawami (psychologia społeczna w całej krasie). Inaczej rzecz ma się z Anną. Anna jest dorosła. Nic więc dziwnego, że zamiast dołączyć do grona jękliwych i wiecznie dziecinnych oburzonych, zabrała się do pracy:

Postanowiłam zająć się czymś innym. Pół roku sprawdzałam, co umiem, czego powinnam się nauczyć, a przede wszystkim: dla kogo jest dobrze płatna praca, jaka jest nisza i co zrobić, żeby się w nią wbić. Pierwszą pracę podjęłam w maju 2008 r. w malutkiej firmie, gdzie zarabiałam 2 tys. zł netto. Robiłam wszystko, od kawy po mycie bannerów z folii, ale jednocześnie chłonęłam wiedzę od specjalistów. Od tamtego czasu minęły zaledwie trzy lata. Można? Można!

Ba, mało tego, Anna wyznaje, że „w trakcie tych trzech lat pokochałam to, czym się zajmuję, i nie wyobrażam sobie, żebym miała robić coś innego”. Nie powinno nas dziwić, że Anna pokochała robienie kawy (zapach porannej kawy przed śniadaniem zapewne niejednego i niejedną przyprawił o podobny do miłosnego zawrót głowy), mycie bannerów z folii (z pewnością fakturę, której zmysłowy charakter podkreśla ciepła woda z detergentami) i chłonięcie wiedzy (wszak już Arystoteles nas pouczał, że człowiek z natury dąży do poznania i w tym należy upatrywać jego telosu). Natomiast nie powinna nas zwieść dialektyczna żonglerka kwotami netto i brutto, wniosek jest prosty: Anna jest uprawniona do dawania Oburzonym rad. Rady te są proste, ale w swej banalności przecież odkrywcze: nie ważne, czy studiowałeś, czy nie, nie ważne, co studiowałeś, najważniejsza jest twoja pokora: ciężko pracuj, przyjmuj z radością wszelką pracę (nie ma pracy uwłaczającej ludzkiej godności), wspinaj się powoli ku życiowym szczytom, tj. ku 10 tys. brutto w międzynarodowej korporacji.

Ten banał podniesiony do rangi objawienia jest w pewnym sensie nie do zniesienia. Nie do zniesienia dlatego, że stoi na przeszkodzie wszelkiej zmianie, jest ideologicznym gorsetem trzymającym w ryzach społeczne sprzeczności. Jest samoświadomością wzbogacającej się lokalnej, polskiej klasy średniej (dla której globalna pauperyzacja jest jeszcze wciąż ekonomicznym i społecznym awansem). Kilka rzeczy warto odnotować.

Pierwsza rzecz, to właściwa dla przedstawicieli społeczeństw na dorobku afirmacja materialnego sukcesu jako sukcesu życiowego (my, Polacy, wciąż jeszcze żyjemy w społeczeństwie materialistycznym, w przeciwieństwie do zachodnich post-materialistycznych społeczeństw, gdzie większą wagę przywiązuje się do jakości życia niż jego materialnej obfitości). Dlatego zarabianie 10 tys. jest miarą sukcesu życiowego. Niewiele jest mowy o jakości tego życia: o ilości wolnego czasu, jakim się dysponuje, społecznej wartości wykonywanej przez nasz pracy, charakterze społecznego i zewnętrznego środowiska, w jakim przychodzi nam żyć. Dlatego w wielu przypadkach niemożliwe jest zrozumienie fenomenu protestu Oburzonych, bo przecież mają co jeść, bo przecież mają telefony komórkowe, itp. A przecież nie w tym rzecz, bo rzecz w tym, by odzyskać możliwość nadawania wespół z innym swemu życiu sensu. Dla kogoś, dla kogo horyzont zamyka się pomiędzy 10 tys. brutto a założeniem „szczęśliwej” rodziny, jest to zupełnie niezrozumiałe.

Druga rzecz, to niezdolność do myślenia systemowego i brak społecznej wyobraźni. Krytyka Oburzonych ma charakter systemowy w tym oto sensie, że jej przedmiotem jest taka organizacja porządku politycznego i ekonomicznego, która faworyzuje określonego grupy i skutkuje negatywnymi skutkami społecznymi (np. strukturalnym bezrobociem wśród młodych) i ekonomicznymi (np. destabilizacją gospodarki). Tutaj proponowanie indywidualnej cnoty mija się zupełnie z celem. Kryzys jest systemowy i wymaga systemowych rozwiązań. Z ową niezdolnością do myślenia w kategoriach systemowych determinant wiąże się brak społecznej wyobraźni. Jej brak wyraża się w naiwnym przekonaniu o tym, że rzeczywistość społeczna jest naturalna, nie jest zaś ludzkim konstruktem (stąd triumf libertariańskiego myślenia – przekonania, iż wszelka ingerencja w naturalny rynek zakończyć musi się katastrofą). Świadomość taka ma charakter ideologiczny, ale jest i wyrazem bezradności jednostki (która zamknęła się w okowach indywidualizmu): świat jest mi obcy, nieprzejrzysty dla mnie, jedyne więc co mogę zrobić, to zdać się na własną cnotę, ciężką pracę i rodzinę. Bierze się na swe barki ciężkie brzemię. Nie dziwi więc, że można powiedzieć, iż żadna praca nie hańbi, nie dostrzegając absurdu tego stwierdzenia. Przecież jest tak, że praca potrafi hańbić: hańbi praca dzieci w sweatshopach, hańbi praca ponad siły, hańbi praca bez czasu wolnego, hańbi praca bez godziwego wynagrodzenia, hańbi praca ogłupiająca, nie mówiąc już o pracy niewolniczej.

Trzecia rzecz, będąca w pewnym sensie rewersem drugiej, to owa nieszczęsna krytyka tzw. postaw roszczeniowych. Charakterystyczna jest ona dla wszystkich tych, którym się udało i którzy tym samym domagają się uznania wyjątkowości swojego sukcesu. Nie dość, że nie potrafią dostrzec systemowych uwarunkować, nie są także zdolni do zrozumienia tego, iż społeczeństwo jest moralnym konstruktem w tym oto sensie, że jest ono systemem uprawnień, obowiązków, wolności, itp. i że roszczenia, jakie podnoszą jednostki, umocowanie mają inne niż w rynkowych mechanizmach. Mamy różne uprawniania, a ich zasadność nie zależy od tego, jaką pozycję na rynku zajmujemy. Może to oburzać tych, którzy zasadności takich uprawnień nie dostrzegają, bowiem nie są w stanie ich dostrzec. Samo oburzenie jednak nie jest miarą jego słuszności.

Rozpisałem się o Annie, a list napisała także Dorota z Suwałk i Seweryn, wieloletni nauczyciel akademicki, który z przerażeniem obserwuje, że jego studentom nic się nie chce. Może i się nie chce, może i są en gros obibokami i leniami. Gdybyśmy mieli szukać winnych tego, to przede wszystkim powinniśmy zacząć się od uderzenia się w pierś i przyznać się, że są oni naszymi wiernymi uczniami i chłoną jak gąbka wartości, których ich uczymy (to, co w ostatnim zdaniu napisałem, należy brać ostrożnie, bo myśl sensowną wyraża jedynie wtedy, gdy się ją rozwinie; to tak gwoli przypomnienia, że to uwaga jedynie na marginesie).

Informacje o vcxzzxcv

Amator dźwiękowego marginesu i muzyki popularnej, mainstreamowej literatury, prawie podróżnik. Z wykształcenia filozof.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dlaczego się nie oburzam na Oburzonych, lecz na oburzonych Oburzonymi.

  1. Piotr Kaczmarski pisze:

    Uuu, ła… Widzę tu troszkę złośliwości w stosunku do Pani Anny. Z tym zapachem kawy i zmysłową fakturą. Czyżby wynikało to z zazdrości? W końcu 10 tysięcy zarobków to porządna kwota. Ale w ten sposób staje Pan na równi z Panią Anną, której wypowiedź nacechowana jest obecnością klapek na oczach. To jest właśnie cecha ludzi, widzą świat tylko ze swojej perspektywy. Nie mówię, że ja jestem inny. Przeciwnie, jestem przeciętniakiem, tak samo nie potrafię zrozumieć innych i tak samo jestem samolubny. I tak samo lubię się chwalić i uważać siebie za lepszego od innych. Piszę te słowa również dla tego, że uważam, że mam rację. Tacy jesteśmy, my, ludzie.
    Osobiście nie widzę nic złego w dochodzeniu do kariery małymi kroczkami. Nawet od parzenia kawy, czemu nie. W ten sposób człowiek uczy się pokory. Przynajmniej powinien się tego nauczyć. Nie znaczy to, że uważam, że Pani Anna ma rację. Osobiście zawsze uważałem, że nikt nie ma racji tak naprawdę.
    Oburzeni patrzą na sprawę z własnej perspektywy a Pani Anna i jej podobni ze swojej.
    Oburzeni wyrażają (w pewnym stopniu) postawę roszczeniową wobec życia, bo mają z nim problemy.
    Pani Anna wyraża pogardę dla Oburzonych, bo jej się akurat udało.
    Życie kreuje nasze poglądy a nie poglądy życie.
    Obie strony (moim zdaniem) mają po części rację. Ale są zbyt zawzięci, zbyt twardogłowi, żeby dojść do konsensusu. Obie strony muszą bronić swojej racji, to wynika z psychologii. Nie jestem specjalistą od psychologii (niestety, bo to szalenie ciekawe, tak jak filozofia) ale to jest chyba jakiś psychiczny odruch obronny. Żeby nie zwariować, żeby nie popaść w depresję każdy podświadomie i świadomie wmawia sobie, że to nie z nim jest coś nie tak tylko ze światem.
    Oczywiście, jak zawsze, to tylko moja opinia.
    Ale to na końcu z profesorami – w 100% się zgadzam. Często są strasznymi zarozumialcami i ludźmi bez honoru. Moim zdaniem (bo czyim?) jest to wina w dużej części systemu, który promuje olewanie i spychologię. Wielu studentów powinno odpaść, ale idą za nimi pieniądze, więc zostają. Wielu profesorów i wykładowców powinno wylecieć na zbity pysk za to, jaki przykład dają. Bez sprawiedliwości i konsekwencji w działaniach. Mnie jedynie martwi to, co się dzieje na moim macierzystym Uniwersytecie Łódzkim (bo interesuje mnie tylko czubek własnego nosa – to takie ludzkie). Ale to temat na odrębną dyskusję.

  2. ******** pisze:

    Ja się wcale tej Pani nie dziwię,że się oburza na tych co robią z siebie „męczenników”,a studiują za pieniążki rodziców, gdyby życie dało im kopa-i (złośliwi tego powinni im życzyć) to nie zajmowaliby się narzekaniem tylko czymś pożytecznym,a prawda jest taka,że tacy studenci zajmują tylko miejsca na studiach ludziom, którym się chce coś robić na tych studiach i poza studiami tez i którzy w dodatku nie maja z tym większego problemu…po prostu żenujące jest to w jakich czasach żyjemy -studiować może dziś każdy jak ma pieniądze lub znajomości na uczelni, kiedyś kiedy studia miały zupełnie inną wartość byłoby to nie możliwe i tyle,a teraz to „jedna wielka masówka i pochwała głupoty”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s