O tym, jak naruszyłem etos pracownika nauki

Do sprawy miałem nie wracać, bo jak napisałem w poprzednim poście, sprawę uważam za spektakl, którym żyje opinia publiczna i który maskuje rzeczywiste problemy społeczne i uniemożliwia autentyczną krytykę społeczną. Marcin na swoim blogu wskazał, iż cały ten spektakl ma i pozytywny aspekt. Pokazał prawicowym politykom i autorytetom, że nie ma przyzwolenia na pewne zachowania. Zgoda, obawiam się jednak, że w polskich warunkach przybrało to postać rytualnego okładania się ideologicznymi pałkami po głowach. Doszło do krótkiego spięcia pomiędzy okopanymi na swoich pozycjach obozami. Polska wojna kulturowa jest wojną w głównej mierze pozycyjną właśnie, podczas której dochodzi od czasu do czasu do wypadów w stronę wroga.

Problem, tak jak go widzę, polega jednak na czymś innym. Jak zajmując stanowisko w określonych kwestiach, nie składać akcesu do żadnego z tych obozów? Można identyfikować owe podziały na różnych poziomach, można je różnie nazywać. Marcin mówi o „cywilizacji śmierci” i „prawicowo-katolickim lagrze”. Czy rzeczywiście jednak odrzucenie dyktatu prawicowo-katolickich autorytetów i gorliwych kapo oznaczać musi zgodę na „cywilizację śmierci”? Mam nie tylko nadzieję, że nie, ale żywię głębokie przekonanie, że tak być nie może i na coś takiego godzić się nie możemy.

Wrócę jednak na chwilę do całej sprawy. Jak już wszyscy wiedzą, posłanka Pawłowicz wzięta została w obronę przez naukowców skupionych w Akademickim Klubie Obywatelskim im. Lecha Kaczyńskiego. W przywoływanym już przeze mnie poście Marcin udzielił odpowiedzi – intymnej, osobistej, filozoficznie subtelnej i tym samym definitywnej i rozstrzygającej.

Dorzucę jednak i swoje trzy grosze. Zdumiony bowiem jestem tym, jak można na serio sformułować tak prymitywny argument i jak niektórzy na serio go mogą traktować. Gwoli przypomnienia: homoseksualistom (jak i również transseksualistom) nie powinny przysługiwać żadne „szczególne” uprawnienia (tzw. „roszczenia”), bowiem homoseksualizm (jak i transseksualizm) jest „anomalią”, a osoby homoseksualne (i transseksualne) są „bezużyteczne”.

Zacznijmy od rzeczy drobnej. O ile wiem homoseksualiści nie domagają się żadnych „szczególnych” uprawnień, a jedynie takich samych uprawnień, jakimi dysponują heteroseksualiści. Nazywanie ich „roszczeniami” służy tylko ich retorycznej dyskredytacji (ale i doskonale komponuje się z prawicowym imaginarium, pełnym spisków, żydowskich, a i teraz homoseksualnych lobbies).

Rzecz poważniejsza jest następująca. Jest rzeczą zdumiewającą, jak można na serio potraktować argument mówiący, że posiadanie pewnych fundamentalnych uprawnień (bo o takich przecież mówimy) zależeć może od użyteczności? Nie trzeba być kantystą, żeby dostrzec odrażający charakter takiej argumentacji. Przecież bez znaczenia jest to, czy homoseksualiści są społecznie użyteczni, czy nie są. Abstrahując już od tego, czym miałaby być owa społeczna użyteczność, można powiedzieć, że pewnie niektórzy są, a niektórzy nie są. Tak jak „społecznie użyteczni” są niektórzy heteroseksualiści, a niektórzy nie są. I co z tego? Dokładnie nic. Po co więc angażować tyle energii w wykazywanie, że homoseksualiści są społecznie użyteczni, czy w próby redefinicji społecznej użyteczności? Rozumiem, że niektórzy słusznie się oburzyli, ale ilu z nas hołduje fetyszowi społecznej użyteczności? Znam wielu, tolerancyjnych i otwartych, którzy jednak bez mrugnięcia okiem odmawiają wartości bezdomnym, alkoholikom, niżej stojącym w hierarchii społecznej. Pogarda „klasowa” jest trybutem złożonym społecznej użyteczności.

Użyteczność nie daje tytułu do posiadania fundamentalnych uprawnień. A co je daje? Szanse odpowiedzi na to pytanie mogą być z filozoficznego punktu widzenia beznadziejne, filozofowie mogą się różnić co do udzielanych odpowiedzi (może być to nasza racjonalność, moralna natura, zdolność cierpienia, to że wszyscy jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże), ale użyteczność nie stanowi żadnej takiej podstawy. Odwoływania się do społecznej użyteczności dziwi tym bardziej, że pada z katolickich ust. Czyż to nie właśnie chrześcijaństwo wywyższyło wszystkich bezużytecznych? Chromych, starych, skrzywdzonych, głodnych?

Podstawą rozumienia społecznej użyteczności przez prawicowo-katolickich ideologów jest uznanie homoseksualizmu za anomalię. Jeśliby zaś zapytać się, czemu uznać homoseksualizm za anomalię, usłyszeć w odpowiedzi można, że:

Podstawowe założenia syntetycznej teorii ewolucji wykazują, że najważniejszym zadaniem każdego gatunku jest przekazanie genów następnemu pokoleniu. Stanowi ono motor ewolucji i podstawę istnienia gatunku. Gdyby wszystkie osobniki danego gatunku (także i człowieka) zamieniły się w osobniki homoseksualne – gatunek ten przestałby istnieć, ponieważ nie nastąpiłoby przekazanie genów następnemu pokoleniu, w związku z czym nie byłoby potomków. Dlatego z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia  ewolucji homoseksualizm jest anomalią*.

Można oczywiście powiedzieć, że argument ten opiera się na błędnym rozumowaniu. Z występowania w ramach jakiegoś gatunku zachowań homoseksualnych nie wynika, że gatunek ten „sprzeniewierza” się swojemu „zadaniu” przekazywania genów i tym samym zachowania takie są nienormalne. Gatunek ten dalej przekazuje swoje geny, a jedynie niektórzy osobnicy w ramach tego gatunku tego nie robią. Tego typu zachowania mogą pełnić z punktu widzenia ewolucyjnego wymogu przekazywania genów w ramach danego gatunku inne funkcje i tym samym być całkowicie normalne. Dlatego też akademiccy obywatele argumentują, że gdyby homoseksualizm stał się powszechny, ludzki gatunek „sprzeniewierzyłby” się „zadaniu” przekazywaniu genów, więc homeseksualizm jest nienormalny. Nie jestem biegły w subtelnych rozumowaniach, ale to wydaje mi się ewidentnie błędnym rozumowaniem. Czy z tego, że mógłbym najdalej w świecie skakać gdybym skakał najdalej na świecie, wynika, że jestem mistrzem w skokach w dal? Rozumowanie biorących w obronę posłankę Pawłowicz opiera się na jeszcze jednej nie wyrażonej wprost przesłance, a mianowicie na przekonaniu, że gdy tylko homoseksualiści będą mogli wchodzić w związki partnerskie, a nawet małżeńskie, kiedy tylko bezkarnie będą mogli chodzić po ulicach i trzymać się za ręce, kiedy tylko będą mogli nauczać w szkołach, wszyscy, cały ludzki gatunek stanie się homoseksualny i nie będzie komu dzieci rodzić. Z tą wizją nawet trudno polemizować.

Ale to wszystko jest bez większego znaczenia. Całe to gadanie o „zadaniach” natury i ewolucji jest nic nie warte. Nie żyjemy w XIX wieku. Jest to tylko prymitywny teleologizm i naturalizm. Można pogratulować umiejętność odczytywania moralnej treści z faktycznego porządku, ale bądźmy poważni. Taka argumentacja po prostu nie przystoi. I tym bardziej zdumiewa, że pada z ust humanistów (zdaje się, że większość z sygnatariuszy listu w obronie posłanki Pawłowicz to humaniści). Czy nie słyszeli o anty-naturalistycznym i anty-pozytywistycznym przewrocie (a nawet przewrotach) w naukach społecznych i humanistycznych? Zapewne słyszeli, ale i tak jest to bez znaczenia, bo ta argumentacja, która okazuje się naiwnie pozytywistyczna i naturalistyczna, miała być z ducha tomistyczna, czyli odwołująca się do prawa naturalnego. Nie moja jednak wina, że prawa naturalnego niektórzy nie potrafią odróżnić od prawa przyrody. Św. Tomasz, z którym można się zgadzać lub nie, był jednak subtelniejszym myślicielem. Nie można mieć wszystkiego. Widać nie można jednocześnie przydawać sobie nimbu powagi odwołując się do nauk przyrodniczych, być wiernymi synami i córami Kościoła, odwołując się do tomistycznego prawa naturalnego (którego i tak się pewnie nie rozumie), powiedzieć filozoficznie coś sensownego i bronić zasad etosu pracownika nauki.

Informacje o vcxzzxcv

Amator dźwiękowego marginesu i muzyki popularnej, mainstreamowej literatury, prawie podróżnik. Z wykształcenia filozof.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „O tym, jak naruszyłem etos pracownika nauki

  1. Tomasz Sieczkowski pisze:

    Świetny tekst!

  2. T.S. pisze:

    Rozumowanie oparte na syntetycznej teorii ewolucji rzeczywiście można uznać za błędne, ale jedynie dzięki niewłaściwemu doborowi słów, ponieważ nie chcę wierzyć, że ktokolwiek w tak naiwny sposób mógł nadać kodowi genetycznemu atrybut intencjonalności. Tłumaczę już swój zarzut. Przytoczone przez Pana słowa traktują błędnie o kodzie genetycznym z jednej istotnej przyczyny – nie istnieje „kod danego gatunku”. Nie jest mianowicie tak, że „najważniejszym zadaniem każdego gatunku jest przekazanie genów następnemu pokoleniu”, jest to spora generalizacja i, jak widać, bogata w skutki pomyłka. Myśl można by uściślić w następujący sposób – „najważniejszym zadaniem każdego organizmu biologicznego (rozumianego tu jako indywidualny organizm oparty na kodzie genetycznym) jest powielenie własnego kodu genetycznego”. Trudno wszak uwierzyć, że można się odnosić do kodu jako „bytu” kierującego intencjonalnie i świadomie poczynaniami określonego gatunku w celu własnego rozwoju. Każda indywidualna przynależność kodu do danego gatunku w rozumieniu ewolucji biologicznej stanowi jedynie akcydens. I być może tak nawet, że otaczające nas uniwersum jest mało subtelne, ale czy brak odniesienia do owego nie jawi się z drugiej strony jako zbyt subtelne?

  3. mamrotanie pisze:

    o ile postulat użyteczności ma, jak piszesz, słabe podstawy filozoficzne, to uważam, że jednak antropologicznie patrząc na sprawę, jest przykrym bo przykrym, ale majstersztykiem. Idealnie w swojej prostocie odzwierciedla pewne mocne zakorzenione w mentalności wyobrażenia o idealnym obywatelu i dotyka szerszej sprawy: niezamężna (nie mówię już o tej po menopauzie!) kobieta nadal – ile jeszcze?- jest mniej-człowiekiem podobnie jak gej, Nic dziwnego, że to często spotykana para.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s