Zbyszkowi Hołdysowi

Nie pisałem dawno, bo i czasu nie miałem, bo i nic ciekawego do głowy mi nie przyszło, a przede wszystkim to mi się nie chciało. Pomyślałem sobie przez chwilę, że ta szczerość powinna zjednać mi czytelników, bo ogólnie to się nikomu nic nie chce i wszystko się tak siłą rzeczy dzieje, ale jednanie nigdy mi nie wychodziło, więc sprawy tej postanowiłem nie ruszać*.

Nic też wartego uwagi ostatnio się nie działo. Wprawdzie wszyscy protestowali przeciwko ACTA (niech będzie, może nie wszyscy, ale tych, którzy na facebooku nie zamieścili prześmiewczego demotywatora, można policzyć na palcach jednej ręki), co było największym społecznym poruszeniem w Polsce od momentu śmierci Jana Pawła II i żałoby narodowej, ale jakoś sprawa mnie ta obeszła. Już tak mam, że rzadko mnie obchodzi to, co wszystkich obchodzi (z pewnymi zastrzeżeniami), nad czym szczerze boleję. Obeszła mnie ta sprawa, choć i mnie ACTA się nie podoba. Obeszła mnie też z tego powodu, iż uważam, że „darmowy internet” się skończył (nie tyle co z powodu ACTA, ale między innymi dlatego, że na rynku pojawili się wielcy gracze sprzedający cyfrowy towar, że Kim Dotcom wylądował w więzieniu, a zaraz wylądują tam także i twórcy zatoki piratów, że Francja ma skuteczne prawodawstwo zniechęcające do „piractwa”, które pewnie stanie się punktem odniesień dla legislacji w innych krajach) i trzeba z tym żyć. Obeszła mnie jednak ta sprawa przede wszystkim z tego powodu, że dla równowagi cały ten protest nieco mnie zniesmaczył, jak wszelkie kierowane instynktem stadnym wystąpienia (vide wspomniana powyżej żałoba narodowa). W skrócie wyjaśnię dlaczego.

Po pierwsze dlatego, że sprzeciw ten motywowany był (czy jest) egoistycznie. Rzecz się rozchodziła o obronę pewnego stylu życia, mojego, nie twojego. Samo przez się nie musi to być naganne i to nie tylko dlatego, że ów styl życia jest prawomocny (a tego w tym przypadku nie jestem do końca pewien). Zniesmaczony byłem, bo powodów do społecznych wystąpień, bardziej zasadnych było wiele. I to wystąpień w obronie interesów czyichś interesów (na przykład masowych protestów nie było, gdy angażowaliśmy się w wojnę w Iraku, a to że nie było wówczas jeszcze facebooka, a potem nie był tak popularny, żeby można było zamieszczać prześmiewcze demotywatory, nic nie tłumaczy), czy własnych (gdy na przykład regulowano kodeks pracy, czy wprowadzano odpłatność za drugi kierunek studiów).

Po drugie dlatego, że przybierał czasem formy wręcz obrzydliwe, pokazujące paskudną twarz tzw. „internautów”. Wszyscy pamiętamy nieszczęsnego Zbigniewa Hołdysa i jego wypowiedź, w której poparł ACTA. Miał rację, czy jej nie miał, to sprawa drugorzędna. To, co go spotkało potem, było zwykłym publicznym linczem. Smutne było to, że udział brały w tym osoby, które skądinąd od takich zachowań by się odcinały. Hołdys wprawdzie od tego nie zginął, ale na jego miejscu mogłaby się znaleźć nastolatka, która podpadła kolegom. Na jego miejscu mógłby znaleźć się każdy i to często przypadkiem. Zabawne natomiast było to, że wartości artystycznej twórczości Hołdysa odmawiali fani czwartorzędnej muzyki rockowej spod znaku Comy czy Nightwish. Nie wspominając o fanach Lady Gagi i Beyonce (do fanów tej ostatniej zaliczam się również i ja, ale ze Zbyszka nie kpiłem).

Po trzecie dlatego, że dziś etos p2p upadł (choć często jeszcze go się przywołuje, aby usprawiedliwić tzw. piractwo). Był taki czas, przed epoką megaupload, że wymiana plików odbywała się w sieciach peer-to-peer, których architektura wymuszała dzielenie się plikami (choć nie we wszystkich przypadkach). Nie można było ściągać, samemu nie udostępniając. Dziś coraz więcej chce ściągać, nic nie udostępniając, bo się boją („ściągać wolno, udostępniać nie wolno”), bo im się nie chce. Udostępnianie było i jest domeną pasjonatów, ale także i tych, którzy na tym chcieli zarobić.

Było jakieś „po czwarte”, ale zapomniałem. Koniec.

* Inteligenty czytelnik dostrzeże w tej wypowiedzi delikatnie pobrzmiewające rozczarowanie bliźnim, czego się wystrzegam i uważam za obrzydliwe.

Informacje o vcxzzxcv

Amator dźwiękowego marginesu i muzyki popularnej, mainstreamowej literatury, prawie podróżnik. Z wykształcenia filozof.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Zbyszkowi Hołdysowi

  1. Marzena Ł pisze:

    Powyższym tekstem powinnam – jak zapewne wielu innych jego czytelników – czuć się dotknięta. Nie czuję się. To, że skala protestów przeciwko polskiej w misji w Iraku, czy akcji „solidaryzującej” z Tybytem, była nieporównywalnie mniejsza od strajku antyACTO’owego, rzczewywiści winno skłaniać do refleksji. Z drugiej strony… Egoistyczne motywy protestujących (w tym mnie – owszem, kliknęłam „lubię to” przy kilku jadowitych komentarzach do wypowiedzi naszego Pierszego Ministra), nie dodają ich działaniom splendoru, ale też nie odbierają im racji. Może i tzw. słuszna sprawa, jaką w tym wypadku była obrona wolności słowa w „cyberprzestrzeni”, to tylko przykrywka do obrony piractwa, nie mniej nie uważam, by ów społeczny sprzeciw był bezpodstawny. Nad tym, jak żenujący kształt wydarzenia przybrały ostatecznie również ubolewam. Bardziej boli mnie jednak to, że protesty w sprawie opłat za drugi kierunek nie były bardziej skuteczne. W tej ostatniej sprawie mam – rzecz jasna – własny interes. 😉

    • Anonim pisze:

      Zgoda. Ja również nie jestem zwolennikiem ACTA (zapewne z innych niż znaczna część protestujących powodów). Mi się w tym wszystkim tylko nie podobało to, o czym wspomniałem. Sporu o ACTA nie zamierzam toczyć 🙂

  2. TS pisze:

    Nie podoba mi sie tylko „trzeba z tym żyć”. Właśnie o to chodzi, że nie trzeba.

  3. Pingback: Pożegnanie ze Zbyszkiem | Krzysztof Kędziora

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s