205

Od ostatniego wpisu minęło niemalże pół roku. Pół roku to szmat czasu – gdybym był bloggerem, takim prawdziwym, spotkałaby mnie bloggerska śmierć. Na szczęście bloggerem nie jestem, więc pół roku nieobecności to – można powiedzieć – okres w sam raz, by znów coś napisać.

Wiele się w tym czasie wydarzyło. Mogłem tym podzielić się wcześniej, ale nie chciało mi się (to oczywiste) i się trochę obawiałem. Po wpisie o Zbyszku parę osób usunęło mnie ze znajomych (nie chcę powiedzieć, że to na pewno blog mój przyczynił się do zerwania naszych znajomości, wzrok może po prostu mam kaprawy i jestem trudny do zniesienia), niektórzy zaś się pytali, skąd Zbyszka znam i czemu w jego obronie staję, bo przecież powinienem stanąć w obronie prześladowanych przez Państwo i Kościół. Zrozumiałem wówczas, że jak chcę, żeby mnie lubiano, nie powinienem chwalić się znajomościami z celebrytami.

Co zatem się takiego zdarzyło, żeby warto było choć tutaj o tym wspomnieć? Pojechałem do Afryki. No dobra, do Afryki, ale północnej, a dokładniej do Maghrebu, do Maroka. Taka egzotyka dla grzecznych chłopców i dziewczynek. Regularnie gubiłem się w medinie Marrakeszu, na placu Dżamaa al-Fina piłem przepyszny sok z pomarańczy i kosztowałem obrzydliwej zupy ze ślimaków (ślimaki były małe i trzeba było wydłubywać je ze skorupek, a zupa słona niemiłosiernie). Pojechałem do Tafraoute i na górskich serpentynach myślałem ciągle o autokarach z polskimi turystami, które runęły w dół. Po jakimś czasie miałem gdzieś tragicznie zmarłych rodaków, jak i to że i ja mógłbym do nich dołączyć. Byłem zielony, marzyłem o tym byśmy w końcu dojechali, a stawaliśmy w środku drogi i w środku nocy. Ktoś wychodził i zanurzał się w całkowitą ciemność. Potem pojechałem do Sidi Ifni nad Oceanem Atlantyckim, miłego, biało-niebieskiego, byłego hiszpańskiego miasteczka. Wróciłem do Casablanki, gdzie przyleciałem i skąd miałem powrotny samolot. Tam to odwiedziłem monumentalny Meczet Hassana II i ujrzałem oszałamiającej urody niewiasty. Poza tym opijałem się miętową herbatą, objadałem się wszechobecnym tażin i od czasu do czasu tłumaczyłem się, że nie jestem Arabem. Nie zawsze bowiem wiedziałem, czy dobrze być Arabem w kraju dumnych Berberów.

Po powrocie z Maroka poświęciliśmy się (tzn. ja wróciłem sam, a poświęcaliśmy się wspólnie) tworzeniu okcydentalistyki, naszego wymuskanego dzieciątka. Nie spodziewałem się, że będzie to wymagało tyle czasu i pracy. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy mały sukces. Zgłosiło się trzydzieści osób, co biorąc pod uwagę niefortunne okoliczności demograficzne, ciężką atmosferę wokół studiów humanistycznych, oryginalną nazwę, krótki czas na promocję, nie jest złym wynikiem. Kierunek najpewniej ruszy i będziemy mieli okazję sprawdzić w praktyce nasz pomysł.

W międzyczasie odbyło się Euro. Ci, którzy mieli ogłosić sukces, ogłosili; ci, którzy nie mieli, nie ogłosili. Polacy znaleźli się na ostatnim miejscu w grupie i odpadli, przez co to Hiszpanie zdobyli mistrzostwo. Widziałem w telewizji kilka spotkań. Kibicowałem z reguły tym, którzy przegrywali (jeśli nie w danym meczu, to w następnym – vide Włosi, ale akurat oni nie są dobrym przykładem, bo wygrali wtedy, gdy im kibicowałem, a przegrali wtedy, gdy kibicowałem ich przeciwnikom).

A teraz z czystym sumieniem mogę sobie powiedzieć: pierdolę, nic nie robię, odpoczywam. Na razie czytam zaległe pozycje: a to wspomnienia polskich socjalistów, a to relacje z podróży po Bliskim Wschodzie, a to coś ze współczesnej polskiej literatury; na razie słucham różnych rzeczy, na które nie miałem czasu. Powtórzę: pierdolę, nic nie robię, odpoczywam. Niedługo zabieram dzieciaki na Litwę, choć obawiam się, że sprawiać będą małe problemy („kulturalnie usiądziemy, wypijemy piweczko, może dwa”), następnie Off Festiwal i znowuż Azja, a dokładniej Indochiny. Wrócę, to zacznie się rok akademicki. Brrrr….

Informacje o vcxzzxcv

Amator dźwiękowego marginesu i muzyki popularnej, mainstreamowej literatury, prawie podróżnik. Z wykształcenia filozof.
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytane, słuchane, zobaczone i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „205

  1. roni pisze:

    a dzieci Twe jechać chcą i będą grzeczne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s